Ostatnia wyprawa do domu rodzinnego, przeglądanie rzeczy w różnych szafkach i znaleziska. Cudne, jedyne, wyjątkowe i na dodatek szyciowe! Chwila zadumy, chwila wspomnień, chwila na poszukanie w głowy momentów, z którymi się kojarzą.....
Maszyna...do szycia....Teutonia - piękna, choć niekompletna i niesamowicie ciężka. Pamiętam babcię pochyloną nad maszyną, pamiętam moje zabawy pedałem, który był w stoliku pod maszyną....Nic więcej nie pamiętam, jakieś tylko zamazane mocno sytuacje, chwile...Kiedy wyciągnęłam tę maszynę z szafki w rodzinnym domu to tak, jakbym skarb znalazła. Nie dość, że stara, wyjątkowa, to jeszcze z bagażem wspomnień. Wciąż ma nawleczoną nitkę.....Do maszyny mam cały zapas stopek, akcesorii. Obejrzałam ją i zamarzyłam, aby kiedyś usiąść i coś na niej uszyć. Nie jest to niemożliwe, mimo, że nie mam stolika do niej. Dzisiaj wystarczy chcieć....może kiedyś zachcę się tym zająć....Na razie postanowiłam, że już nie będzie leżeć schowana gdzieś na tyłach szafki. Wzięłam ją do siebie. Znajdę dla niej wyjątkowe miejsce w pracowni, którą kiedyś stworzę....

Szuflada w kredensie. Otwieram. Nic w niej nie ma, tylko jakiś wypchany woreczek foliowy. Zamykam. Po chwili jednak ponownie otwieram i wyciągam to zawiniątko. Odplątuję i widzę różne kolory. Duże i małe szpulki. Na nich nici. Pamiętam doskonale te szpulki. Szyła nimi Mama...Dotykam delikatnie, odwijam nitkę z jednej szpulki, drugiej, trzeciej i każdej kolejnej. Oglądam pod światło....Nie znam się
na niciach, ale wyglądają na dobrej jakości. Grubsze i cieńsze. Mocniejsze i....Nie, słabsze nie są. Są naprawdę mocne. nawet te, których używam ja dzisiaj nie są takie mocne. Przekładam te szpulki w rękach i czuję na nich prawie dotyk Mamy....Tak dużo lat minęło od czasu, kiedy widziałam je ostatni raz. Cieszę się, że mam je w domu. Nie sądziłam, że przez tyle lat tak sobie spokojnie leżały w tej szufladzie, którą zamknęłam pierwotnie.




Też pamiętam moje pierwsze przygody z maszyną :) Zaczynałam od tej babcinej, z pedałem na dole i wielkim (tak mi się przynajmniej wtedy wydawało) kółkiem z boku. Wygląda bardzo podobnie do Twojej :) Też jest czarna, ze złotymi dekorami. Firmy niestety nie pamiętam. Pamiętam jeszcze za to, że to wielkie koło z pedałem łączyła taka długa stara guma, która już sama była niejednokrotnie... zszywana ;)
OdpowiedzUsuńZawsze będzie mi się to dobrze kojarzyło, zwłaszcza, że babcia do tej pory mi przypomina o moich szytych "cudach" ;)
Co innego dziadek - on ma taką bardziej współczesną maszynę, a mimo to starał się nauczyć mnie szycia dokładnego i... ręcznego :) Z resztą, do dziś zwraca mi uwagę, że "tu mogłabyś odrobinkę poprawić" ;) A najchętniej to sam poprawiłby za mnie...
Tak sobie myślę, że to szycie mam chyba gdzieś w genach ;)
Ja jako dziecko nie szyłam:) Pamiętam jednak jak szyła babcia. Mam tylko skracała spodnie. Nie szyła ubrań. Zresztą mam wrażenie, że kiedyś w każdym domu maszyna była, bez względu na to, czy ktoś potrafił na niej szyć czy nie:)
UsuńTak, do tej Teutonii była taka długaśna guma, też ją pamiętam:)
Piękne znalezisko,szkoda że nie mam takiej na strychu,ale za to mam tyle garderoby że nie wiem co z nią robić,na blogu pokazałam żakiet z roku 1973,oczywiście przerobiłam go,sukienki różne fasony każda z innego przyjęcia,bo przecież kiedyś nie było w modzie w jednej kreacji iść kilka razy.Szyłam,szyłam a teraz pozostały tylko wspomnienia,ubrała bym kilkanaście pań.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńBardzo miły post.
Tak, tak, tak; lubimy!:))
OdpowiedzUsuńWspaniałe wspomnienia :) Moja babcia też miała podobną maszynę, bez stolika, na korbkę, też pamiętam jak lubiłam poruszać tą korbką, a babcia szyła. Niestety nie wiem co się stało z tą maszyną, a też chętnie postawiłabym ją sobie jako pamiątkę w pokoju, w którym szyję.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko
Ależ skarby! Jak jubilerskie cacka! :)
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci za tak cudowny post : ). Też jestem posiadaczką maszyny Singera,takiej przedwojennej,po mojej Babci...Babcię znam tylko z fotografii i z opowieści...zmarła,kiedy moja Mama miała 13 lat...Ta stara maszyna,na której szyłam przez ładnych kilka lat to taki rodzaj łącznika między mną a Babcią...Wzruszyłam się...Pozdrowionka : ).
OdpowiedzUsuńWciąż mam przed oczami moją babcię przy takiej właśnie maszynie. Widok bezcenny i przemiłe wspomnienia z dziecięcych wakacji. Dziękuję, że przywołałaś je w mojej pamięci
OdpowiedzUsuńWspaniałe znaleziska. Musi być cudownie znaleźć takie cuda :)
OdpowiedzUsuńMoja Mama miała kiedyś takiego pedałowego Singera. Nie wiem jak się na niej szyło, bo byłam mała, ale maszyna była śliczna, na pięknej podstawie. Potem Mama kupiła sobie maszynę elektryczną i nie wiem co się z tą starą stało. Wiem co zrobiłabym z nią dzisiaj :-) A rodzinny strych śni mi się czasami :-)
OdpowiedzUsuńWitaj Adelo,
OdpowiedzUsuńTrafiłam na Twoja stronę szukając czegokolwiek o szyciu. Jestem zauroczona i od jakiegoś czasu wchodzę tu regularnie. Podoba mi się strona, zdjęcia i Twoje prace. Wierzyc się nie chce, że szyjesz od roku z kawałkiem. To jest bardzo budujące. Ja też szyję, ale zupełnie amatorsko i na potrzeby domowe. Ale patrząc na Ciebie łapię bakcyla:). Rok temu kupiłam sobie nową maszynę do szycia zastępując starego łucznika z fanaberiami i jestem zachwycona. Ona szyje:). Teraz zainspirowana Twoim zapałem zaczynam się rozwijać. Pozdrawiam serdecznie i jestem:)
O jakie mi to wszystko bliskie !!! Babcia nad maszyną, zabawy pedałem! i te nici, moje znaleziska też dużo mocniejsze niż współczesne !
OdpowiedzUsuń